
dzisiaj rano, przed 10, przeszla sobie burza. a co se bedzie zalowac. taka porzadna, z "pierunami". efekt? : z ta lilia to w ogole historia taka byla, ze jakies z 5-6 lat temu kupilam i zasadzilam jakies 25 cebulek lilii... taaa... przezyla tylko ta jedna. reszta albo zginela albo padla lupem wstretnych wiewiorek :/ a ta co roku kwitnie mi pieknie i pachnie tak, ze w calej okolicy ja czuc :))) a co do malowania "ciemnom nocom na bronzowo" - wczoraj poprawilismy co tam bylo do poprawienia i jest spoooooookoluzik :)))) jeszcze tylko dokonczyc musze pod poreczami takie cosik. i bedzie fajno. mam nadzieje ze te remonty sie wszystkie szybko pokoncza. o. ide jesc jakies lody czy cos.
i w nosie mam jak sie to komu kojarzy. chcialam stwierdzic ze malowanie tarasu w nocy, na kolor ciemnoczekoladowo-brazowy to jest sprawa conajmniej dziwna. jeszcze jak lampa po oczach dziabie. bez skojarzen. normalna domowa lampa :) jutro sie okaze ile sie pomalowalo a ile sie nie-do-pomalowalo... ech. i tak potrzeba drugiej warstwy...
ha i tu was mam! bo jesli sobie pomysleliscie costam innego niz FOTEL to pomylka! tadam! 
sie okazuje ze nawet deszcz moze miec swoje plusy... i niebo do kompletu... :)
to trzeba jednak byc mna. zeby miec tak nierowno pod sufitem. wstalam rano i juz wiedzialam ze bedzie problem. bo nic mnie sie nie chce. wiec znajac siebie - po kilku leniwych chwilach dzwonie do MS i mowie ze nic mi sie nie chce i do kitu. nie wiem nawet czy skomentowal, raczej watpie, kulturny jest:) a ja wiedzialam ze jak tak powiem to mnie to zmobilizuje. no. 4 godziny pozniej zdychalam ze zmeczenia po 3.5 godzinnej pracy w ogrodku. i przed domem na rabatce. odchwascilam wszystko, zruszylam ziemie, poobcinalam przekwitniete rozmaitosci ktore straszyly tylko, poprzycinalam maliny ktore sie dziko puscily w sina dal (jakkolwiek to brzmi... :P) i wrastaly w krzaczor hosty i inne takie... slowem - doprowadzilam sprawy ogrodowe do jakiegos ladu i skladu. przy czym sobie nadwyrezylam lewe kolano i teraz mam problemy ze schodami ale to pikus. no wiec po tych 4 godzinach jak szurnal deszcz... no. to zdazylam. zjadlam nastepnie conieco, i zerknelam na swoja robote. bylo juz po deszczu, slonce swiecilo tak ze krople blyszczaly nieziemsko... no wiec co robi kobita zmeczona? lapie za aparat oczywiscie i klika zdjecia rozy-wariatce:
i fioletowym palkom:
wiecej nic poki co mi nie kwitnie przed domem - niektore juz przekwitlo... w zasadzie potem jeszcze mialam wielka gore naczyn do umycia, i sie okazalo ze juz jest czas na przygotowanie obiadu, i to wcale nie zebym go gotowac miala - cos z zamrazarki wyjelam, co sie okazalo byc pierogami z kapusta oraz pasztecikami z warzywnym nadzieniem, do tego barszczyk winiarowski i juz. a MS jeszcze ma obiecany placek. bo na urodziny mu nic nie upieklam... :( moze jutro...?
...a fotele przyjezdzaja do nas w piatek. ha!!!!
chociaz po cichutku sie przyznam ze bedzie mi brakowalo tej wielgasnej i bezsensownej kanapy... na fotelach nie da sie wygodnie usiasc we dwojke jednak i wtulic twarzy w te jedyna klate piersiowa na swiecie... :)
przezyjem. no. :)
chwilowo mnie sie sinusoida wyzerowala. teoretycznie to niezle nie? przynajmniej nie jest dol. no. wplyw na to zdaje sie miala euforia zwiazana z tym ze MS sie ZDECYDOWAL na wywalenie jasnie panujacej nam w "liwingrumie" kanapy... zakup jego kawalerski jeszcze, no przeciez czepiam sie, taka fajna dluga jest i sie caly czlowiek na tym zmiesci. no. caly jeden sie zmiesci. a drugi se w tym czasie moze na podlodze posiedziec... wiec wymieniamy wspomniana kanape na 2 fotele. rozkladane - z podnozkami no full wypas nie ma to tamto! :) jest kilka typow, jak sie na ktorys zdecydujemy ostatecznie to zdjecie zalacze. no. to moze wcale nie bedzie tak zle z tym wszystkim?? aktualnie MS na zewnatrz. robi "lifting" tarasowi... dzieciaki sie nudza - nie ma jak ich na podworko wypuscic. zreszta stracilam pewnosc ze sa tam bezpiecznie zamkniete - wczoraj Wieksza sobie otworzyla 2 zasuwki na ktore furtka byla zamknieta i zaczela zwiedzac... cud Boski ze nie wpadlo jej do glowki sobie chodzic lichowie gdzie... pffff! "jeszcze zyjemy, jeszcze kreci sie swiat... jeszcze nie wszystkie marzenia stracone... bo przecież każdy z Nas jest tyle wart, ile ma w sobie nadziei szalonej........." zdaje sie ze tak to lecialo? no. p.s. Gary - juz sie nie czepiam, juz sobie poprawilam linka i mi dzialasz no :)
no tak, jak mowie ze bede rzadziej to mi akurat tak wychodzi. ale sluchajcie - bo ja po kilku miesiacach w koncu przeszlam sie po blogach i co? i guzik. niektore zahaslowane sa mi niedostepne :( ech. martynia, mama, MagicSunny (same na "m") - niestety nawet nie moge zajrzec zeby sobie update zrobic co u Was :( a gdzie sa Gary ja bardzo przepraszam? ech... tak to jest jak sie znika na dlugo... swoja droga, kochani jestescie wiecie? CMOK.
ze sie bede pojawiac od dzwonu do dzwonu... rozne rzeczy - mniej lub bardziej dobre sie nam na leb pchaja i... no wlasnie. i tak o. pewnie bedzie lzej jak sie to wszystko skonczy... jak by sie komu chcialo cieplo o mnie/nas myslec (a nawet i pomodlic jak kto wierzacy :) ) to bylabym naprawde wdzieczna... duzo nerwow ostatnimi czasy mnie zycie kosztuje... ech... p.s. poki co trzeci grzdyl nie wchodzi w gre. a przynajmniej nie swiadomie. :) p.s.2. jak z czcionka ??
wspominalam ze wyjezdzalismy? na 3 dni. z dzieciakami. no maloromantycznie ale zawsze cos nie? pooddychalismy swiezszym powietrzem, oraz spedzilismy czas w czworke. czyli to czego mi brakowalo przez 3 miesiace... z nawiazka mam. :) ...szkoda tylko ze sama... nie lubie sama :( uraz taki po 3 miesiacach...
no.
bylo swietnie. wyszalalam sie troche fotograficznie, 
/to bylo specjalnie dla MArtyni :)/
...zabula wcale nie zwiala! he!ale 4xzoom to jednak malo jest:(
dzieciaki sie wybawily, i na placu zabaw i w wodzie. najpierw w fontannie ktora w ogole po to byla zrobiona zeby w gorace dni dzieciaki frajde mialy, a dzisiaj - w sobote znaczy - w aquaparku. no i od tego aquaparku mnie boli lewe ramie. tzn. niekoniecznie od aquaparku ale od wrzeszczacego Mniejszego ktory z gatunku bojacych sie jest i darl sie ponad pol godziny. co ja gadam. w ogole wejsc nie chcial na teren basenow, w ogole zalozyc pieluchy plywaniowej nie chcial. nic nie chcial. koszulki zdjac tez nie. ani butow. w akcie jakiejs desperacji zawzielam sie i powiedzialam ze w nosie mam i nigdzie nie ide. jak bedzie chcial to niech sie drze i 2 godziny, a ja po wodzie pochodzic sobie chce i koniec kropka. no. swietny brodzik ze zjezdzalniami dla dzieciakow i fontannami tam byl, wodospadowate cos tez, tak ze pod to mozna wejsc i ogladac swiat od drugiej strony wodospadu:) i w ogole duuuuzo fajnosci. no. efekt? Mniejszy sie tak rozbrykal i oswoil ze trzymany pod ramiona i pod bioderka wykonywal cudownego "pieska", lapal deske do plywania i majtal nozkami jak stary, i w ogoel nie zyczyl sobie ywchodzenia z wody o. he. i z TAtusiem ze zjezdzalni sobie zyczyl zjezdzac. Wieksza tez :) oczywiscie. ale Wieksza w wodzie czuje sie jak ta rybka mimo ze plywac nie umie :)
a w piatek wieczorkiem wyszlam sobie popodziwiac miasteczko hotelowe :) calkiem przyjemnie :)
ale generalnie bylo swietnie. tylko troszke krotko :(((
Padam na mordke mowiac bardzo oglednie i lagodnie. Zupelnie nie rozumiem dlaczego? Spanie w normie. Niespanie tez. Cala reszta rowniez. Nie rozumiem... ale jednak padam. Po remontach mojoszczesciowych trzeba teraz dom uporzadkowac. Nie mam do tego ani serca ani w ogole. Nic. A szczegolnie jak sobie pomysle ze.... ciii poki co. Cicho sza. Nie zapeszac. (myslalby kto ze z zabobonna czy przesadna kobita ma do czynienia :P hihih) Dol jest juz wzgledny. MS chodzi tylko i kreci nosem tudziez glowa ze costam schrzanil. Schrzanil czy nie schrzanil to jest pojecie wzgledne. Jak wszystko zreszta. He. Goraco sie zaczyna dopiero. Na ogrodku szaleja maliny i truskawki. Oraz dziki kroliczek ktory przychodzi zazerac maliny i trawke tudziez koniczynke. Zostawia bobki. Taaaa.... a ja – zakroliczeniec ostatni – patrze na te bobki i mysle sobie: oj, przydalo by mu sie troszke siana do jedzenia. I nawet sie zastanawiam czy by nie postawic mu gdzie tam garstki sianka... wariatka , wiem. Ale co zrobic?