
nieregularnie na blogach... no w sumie chyba tak. nieregularnie wlasnie. pewnie tak zostanie? przed Wyjazdem przeciez chyba tez juz tak srednio... nie wiem. wiem ze tesknota moze bolec. fizycznie. wiem ze nerwy moga tak dac popalic ze swiat sie wydaje wredny, zlosliwy i krwiozerczy. wiem ze pieniadze szczescia nie daja ale jak by kto nie mial pomyslu na to co z nimi zrobic, to ja jak najbardziej reflektuje. wiem ze mam cudowne szkraby, slodkie i kochane. urwisowate ale z dobrymi serduszkami. wiem ze mam wspanialych Rodzicow... i wiem ze moje miejsce jest Tam a nie Tu. tzn terazniejsze Tam i Tu. wiem ze Poniedzialek bedzie jednym z trudniejszych dni w moim zyciu... wiec oby do Wtorku... niby duzo wiem... ech.
to jednak dobrze jest. a calkiem dobrze bedzie juz za kilka dni. jak w koncu bede w domu. wychodzi na to ze czasem trzeba pojechac daleko i na dlugo zeby sie zorientowac gdzie sie ma swoje miejsce...
chyba moge odetchnac. w koncu i rychlo w czas. na ostatni tydzien pobytu z Moimi kochanymi... nie fair to jest okropnie. i wiem i glupio mi z tym i zle sie z tym czuje. nie tak ma/mial wygladac pobyt u Moich Kochanych. i jesli moge miec na to wplyw- wiecej juz takiego czegos nie wykonam. nie z wlasnej i nieprzymuszonej woli w kazdym badz razie :/ Moj Tatko juz po katach sobie lezki ociera. Mama sie trzyma ale tez tak jakos. Siostra tlumaczy sobie ze takie jest zycie. a ja czuje sie jak wredna malpa a nie ich corka, bo sie ciesze ze wracam... skomplikowane to wszystko jest okropnie. nie wiem i nie rozumiem juz chyba nic :((( a na odreagowanie i tam takie jeszcze inne - kupilam sobie wczoraj pierscionek...
zeby nie bylo ze milcze. generalnie - nerwowka. takietam sprawy mi zaprzataja leb i w zasadzie ten dlugasny pobyt u Moich Kochanych zostal przez to totalnie skaszaniony. niestety. :((( do tego tesknota jak diabli. w morde. * * * * * * * * * * * * * * ech, zeby nie bylo ze nudze...