paskudy

nie wiem czy uleglam modzie, czy oszalalam, czy chce umartwiac moj zmysl estetyczny, ale w ramach prezentu imieninowego, ktorego mi MS ze skruszona mina wyznal ze nie kupil, pozwolilam sobie nabyc paskudy. paskudy to sa... he. buty? no nie wiem. a co bede gadac, prosze sobie obejrzec:

ludziska toto nosili juz od kilku ladnych latek, zawsze sie dziwilam jak mozna takie paskudztwa nosic. az sobie pogadalam z jedna z matek w czasie gimnastyki naszych pociech i ona mowi ze wklada te buty jak otwiera oczy i sciaga jak idzie spac. cale lato. i sa to najcudowniejsze(no moze nie pod wzgledem estetycznym :P ) buty pod sloncem. no, zobaczymy. paskudy nabylam i wyprobuje na pewno! :)

serducho 30. czerwiec 2007 20:16:00

Komentarze (2)


ha!!!!!

i prosze panstwa przezylam i ten dance fitness! i tak jeszcze 9 tygodni - wtorki i czwartki:) dopiero teraz widze ze tego mi brakowalo. choc pewnie beda tygodnie w ktorych nie bedzie mi sie chcialo jechac, to jednak jakos mobilizuje ze juz sie zapisalam i tyle! :)

Wieksza ma potwierdzone ze od wrzesnia idzie do przedszkola na 2.5 godziny. dobre i tyle, moze ciutke spokornieje :) tylko ta godzina dla mnie to zabojcza bedzie 8:45. nie zebym tak dlugo spala, tylko dla mnie sie wyrobic z tymi dzieciakami to jest jakis koszmar. teraz to jeszcze nic, ale zima, jak sie bedzie nosilo tych 150 warstw... no nic to, wazne ze ona bedzie miala kontakt z dziecmi oraz ze sobie obie od siebie odpoczniemy :)

upal sie prosze panstwa skonczyl, ale teraz pogoda moja ulubiona jest - w okolicach +23 - +25 stopni :) tak lubie!

 

serducho 29. czerwiec 2007 13:41:00

Komentarze (5)


cool :) /klikac w celu powiekszenia zdjecia :o)/

 

 

serducho 27. czerwiec 2007 18:46:00

Komentarze (7)


no w morde jeza! przezylam! :P

hehe. choc nie powiem zeby lekko mi bylo. "low impact w/ Pilates". taaa... jak tak wyglada low impact to ja nie chce wiedziec jak wyglada high impact! ale przezylam - troche sie sama sobie dziwie, ale no. nie bylo zle. wazne ze nie same siksy nastoletnie (co to walcza z wyimaginowana "pomaranczowa skorka" czy innymi takimi zwidami) tam byly, ale i starsze ode mnie tez! o!

ale stwierdzam z cala odpowiedzialnoscia: nigdy nie bylam w jakiejstam ekstra formie fizycznej, ale to co teraz soba pod tym wzgledem prezentuje wola wielkim glosem o pomste do nieba!!! ha!!

w czwartek dance fitness... ekhem.

 

p.s. MS podejrzewa ze sie pozapisywalam na to wszystko zeby sobie miec czas wolny od Grzdyli. no i dobrze chlopak glowkuje, dobrze :P

 

serducho 27. czerwiec 2007 04:24:00

Komentarze (7)


kciuki w ruch...

...wlasnie wychodze na godzine cwiczen... niby ma byc lagodne Pilates... no zobaczymy... sie boje troche bo ostatni raz cwiczylam... matko, na 4 roku studiow??? w morde jeza...

... ratunku...???...!!!...

 

serducho 27. czerwiec 2007 00:26:00

Komentarze (1)


czwarty...

tak jest, to juz czwarty dzien od naprawy a lodowka zyje. i to nawet calkiem normalnie. wczoraj zrobilismy jakies zakupy nawet. mam nadzieje ze nie wywinie nam teraz numeru i ze juz sobie bedzie chodzic o!

a ja jestem wprost KOSZMARNIE zmeczona. do tego stopnia ze siedze i klikam i tylko mam nadzieje ze to wszystko bedzie mialo jakis sens. dzieciaki drzemkuja (no ok, Mniejszy drzemkuje, Wieksza jeszcze walczy) i tak sobie mysle ze zadrzemkuje sobie i ja...

wczoraj bylismy na urodzinach Siostrzenicy Mojego Szczescia. i tam sie nalatalam za grzdylami... gospodarstwo duze i nieogrodzone, do tego basen i rzeczka... dziekuje pieknie. tak sie zmeczylam (MS tez zreszta) ze po przyjezdzie do domu padlismy momentalnie... i widze cos ze jeszcze mi to padniecie nei przeszlo...

 

serducho 25. czerwiec 2007 18:20:00

Komentarze (4)


pffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff...........

no. niby naprawiona lodowka. niby, bo sie okazalo ze poszedl starter, i oczywiscie w serwisie nikt nam NIE POWIEDZIAL ze jak slyszymy takie "bzzzzzzzzzzzzzzzzzz-cyk"  to znaczy ze NATYCHMIAST mamy wylaczyc lodowke, bo moze sobie pojsc kompresor. taaaa... magik przyszedl, starter wymienil, powiedzial (sensownie) ze on by poczekal teraz ze 3 dni, bo NIBY chodzi lodowka, i NIBY jest ok. tylko CZY ten kompresor wytrzyma to on nie wie. ale nowy to sie nam nie oplaci. no tyle to i sama wiem ze sie nie oplaci. i on nie chce na koszty narazac bo juz jest po gwarancji. taaa... no to sobie czekamy. poki co minal jeden dzien i lodowka chodzi. oby tak dalej. i mam nadzieje ze cykl notek o lodowce sie juz skonczy wraz z niniejsza...

serducho 22. czerwiec 2007 22:27:00

Komentarze (5)


jeszcze bardziej %#$@&*^%!!!!!

rebel mnie nie denerwuj. ja mam duza zamrazarke, w ktorej mialam zapas miesa na 2 tygodnie, pierogow nalepionych i kupnych, jakies ryby, i inne rzeczy, i to wszystko sobie moze teraz w kuble posiedziec bo sie rozmarzlo! i ja mam byc spokojna? tym bardziej ze w morde jeza firma obslugujaca serwis firmy z ktorej mamy lodowke (czyli serwis serwisu tak? wrrrrrrrrrrrrr) odrzucila wezwanie, z powodow przypadkow/wypadkow losowych. no fajnie tylko nasza wspaniala firma od lodowki sobie raczyla tego nie zauwazyc i nas nie poinformowali o tym! w morde, kurdesz! nie wiem chyba dusza nam podpowiedziala zeby w poludnie (no po poludniu) zadzwonic i spytac co jest. no to sie dowiedzielismy co jest. nie bede sie wyrazac. serwis zadzwonil do kolejnej firmy ktora sie tym razem odezwala w ciagu 10 minut. no. takie cos to ja rozumiem. i umowili sie na jutro miedzy 10 a 13. i lepiej niech sie nie wydurniaja i przyjda na czas!!! w morde!!!

serducho 21. czerwiec 2007 07:10:00

Komentarze (7)


%#$@&*^%!

dzien wczorajszy. w morde. w skrocie:

1. znowu sie dowiedzialam ze dzieci nie umiem wychowywac i ze mnie nie sluchaja itepe itede etc. taaa... znaczy sie: zwizytowalam ciotke wizytujaca inna ciotke.

2. po powrocie do domu zastalam kaluze na srodku podlogi w kuchni. lodowka odmowila posluszenstwa. %$#&@!

nie mam sily nic wiecej pisac. w morde jeza i kurde balans!

 

serducho 20. czerwiec 2007 18:46:00

Komentarze (3)


dzien dobry. czy tam dobranoc. jak komu.

[bo na ten przyklad ktos akurat moze przezywac tzw. zrownanie dnia z noca. nie ma co z gory zakladac ze noc jest noc a dzien jest dzien. taaa. rabnelo mi. moze to wplyw butelki napoju alkoholowego pod nazwa smirnoff ice? ha. tego nie wie nikt tego nie wie nikt, la la la... taaa... chyba jednak to upal.]

sloneczne popoludnie, dzieciaki w piaskownicy na ogrodku, serducho zrywa truskawki (bo posiadamy!). w pewnym momencie rzuca Swemu Szczesciu: "pilnuj dzieci, zaraz przyjde" i leci do domu. myslal by kto, ze cos na gazie zostawila... taaa. jak by myslal to by zle myslal. otoz po co tak biegnie do domu? oczywiscie po aparat fotograficzny. a dlaczego? a dlatego:

:o)

serducho 17. czerwiec 2007 07:53:00

Komentarze (7)