
[napisalam fajnie te 5 roznosci, wypisalam wszystko jak trzeba, po czym zaczelam myslec nad osobami do wywolania. nie zauwazylam Mniejszego ktory perfidnie podlazl i co zrobil? no co? wylaczyl mi kompa! wcisnal sobie przycisk. a co. wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr] jako zem wywolana podwojnie to juz nie ma to-tamto tylko trzeba sie wywiazac :) ale sie prosze nie spodziewac niewiadomoczego - ja spokojny ludz jestem :P 1. pierwszy (i zdaje sie ostatni) raz w kacie stalam w przedszkolu, mialam 6 lat i cos przeskrobalam. wtedy tez dostalam drewniana 30-centymetrowa linijka po lapie. a moze dluzsza ta linijka byla?? hmmm 2. pierwszy raz calowalam sie "naprawde" jak mialam... 17 lat :) warunki iscie romeojuliowskie - przez okno. ja po stronie domowej okna, wisialam na parapecie kleczac na lozku, a on - stal na drabinie przystawionej po zewnetrznej stronie budynku :) hehe. 3. jeden z moich bylych chlopakow byl... "trepem" z zawodu... :o) 4. ulubiony alkohol to smirnoff ice :) 5. slub bralam raz w zyciu ale mialam dwa wesela :o) ufff. poszlo. no to teraz tak: wywoluje naprzeciwko czarne piwko... a nie, nie to. do "odpowiedzi" wywoluje: zielone.okulary - jak sie pojawia :)
na poczatek cos ladnego... (jako ze znowu nas zasypalo, nie, zeby sie tamten stary snieg stopil w calosci, ale juz dosypalo i jeszcze dosypuje...) a teraz - jak zostalam "uswiadomiona" w pewnej bardzo waznej kwestii... "Mama, Larryboy* doesn't go siusiu!"/Larryboy nie chodzi siusiu/ - stwierdzila Wieksza nagle - gdy zmienialam Mniejszemu pieluche ____________ 
"nie?"- zdziwilam sie delikatnie
"no! he's a superhero, he's saving lives!"/nie! on jest 'superhero' on ratuje zycie!/
*postac z ulubionej kreskowki moich dzieci: "VeggieTales" - Larry jest ogorkiem i wyglada tak:
na poczatek ogloszenia o sprzedazy samochodow: a teraz - cos do kawy: no to smaczenego :)




...zatopiony. ustrzelila nas dzisiaj Wieksza. przed samym spaniem... Moje Szczescie czyta Wiekszej rozmaite ksiazki, i sie jej przypomnialo ze kilka z nich przyniosla rano do naszego lozka. wiec mowi: 'Daddy, Daddy, my "Blue*"-book is in your bed!/Tatusiu, moja ksiazeczka o Blue jest w twoim lozku/'. MS przychodzi, patrzy na lozku - nie ma, pod lozkiem nie ma, strzepnal koldre - nie ma. a ze mielismy jeszcze inna ksiazke o Blue, ktorej jeszcze Wieksza nie czytala wiec wzial ja myslac ze ja przekupi. ale ona swoje: "No, Daddy it is in your bed!/Nie Tatusiu, tamta jest w twoim lozku!/" MS mowi:"No, you must have brought it here/Nie, pewnie przynioslas ja tutaj=do swojej sypialni" Cora sie upiera: "No Daddy, it is in your bed!... Under the pillow!!!/Nie Tatusiu, ona jest w twoim lozku!... pod poduszka!!!"
ha ha ha. niedomyslni rodzice o.
___________________________________________________
*Blue - niebieski szczeniak z programo-kreskowki dla dzieci :)
mysl z Grzdylowych bajek: "FAITH is being sure of what we hope for and certain of what we don't see..." p.s. na zyczenie - moje tlumaczenie: "WIARA to byc pewnym tego na co mamy nadzieje oraz uwazac za oczywiste/byc pewnym/ to czego nie widzimy..." p.s. 2. ot i zagwozdka - jaka jest roznica miedzy be sure of and be certain of? musze spytac Moje Szczescie... :)
nie wiem czy to przez te wczorajsza kapiel czy jak, ale dzisiejszy dzien zaliczam do udanych. jako jeden z nielicznych. dzieci nawet nie bardzo marudne, troche kaszlace, ale wszystko w normie i jak najbardziej do zniesienia :) w poludnie pospaly prawie po 2 godziny kazde, daly mamie czas na lunch i obejrzenie The Cosby Show:) w miedzyczasie telefonik do Moich Kochanych, a raczej dwa telefoniki bo potem i zadzwonilam do Mojej Siostry. troszke zasmucilo mnie ze znowu za zimno na spacer z Grzdylowatymi, ale nic to. po poludniu czacik w Bardzo Sympatycznym Gronie :) taki czacik z tego typu co to wyciska lzy smiechu :) powrot MS z pracy. obiad. po obiedzie moje zwykle codzienne pol godzinki spokoju przy kompie... zwyczajny dzien... a jakis taki spokojny, bez wiekszych zgrzytow... wiecej TAKICH poprosze!
nie wierze wlasnym zmyslom!!! dzisiaj wlasnie po raz pierwszy od niepamietnych czasow polezalam sobie blogo w wannie! no szok i w ogole!!!
w 100% zawdzieczam te kapiel Mojemu Szczesciu - wspomnialam mu jak wrocil z pracy, ze dzisiaj jak sie grzdyle wykapia i zasna to moze ja bym sobie ciutke w wannie polezala. wykapalismy grzdylki, po czym ja - po calym dniu uganiania sie za Grzdylami - padnieta, zasnelam razem z Synalem. po godzince mniej wiecej budzi mnie moj MS. Synal spi, wiec moge juz wstac, Cora jeszcze fika, bo cos ostatnio ma problem z zasypianiem, MS nie mowiac nic umyl wanne i zaczal napuszczac wode :) sobie dolalam olejku relaksacyjnego (- mix mojej bylej szefowej, ona robi wlasne mieszanki olejkow, wg wlasnych receptur), i wlazlam do wanny :) hehe, blogo mi sie zrobilo tak jakos... jednym uchem oczywiscie nasluchiwalam czy Grzdyle sa cicho, w kominie hulal wiatr - to zamiast muzyczki... lezalam sobie i myslalam: nareszcie... chwila nicnierobienia... myslalam sobie o naszym zblizajacym sie wyjezdzie tygodniowym... oraz o tym jak to dobrze miec takiego cudownego czlowieka za meza...
jak juz sobie odgniotlam kregoslup a woda pochlodniala - stwierdzilam ze czas wylazic :)
podsumowujac - bardzo fajna sprawa, ale do powtorzenia gdzies za jakis miesiac, nie wczesniej :))) i jednak przydala by sie wieksza wanna... :P
a raczej pyskara. o ile takie okreslenie jest poprawne... choc nie, naprawde guzik mnie to obchodzi czy jest poprawne czy nie. o Wiekszej pisze. pyskara do potegi. rece opadaja. nie mam juz do niej sil. ja wiem, ze dziecko trzyipolletnie nie zna mocy slow, i tak do konca nie zawsze rozumie co mowi, czesto powtarza zaslyszane zdania... ale jesli dzien sie spedza na rozmowach typu: ja: przestan piszczec! ja: podnies ten papier ktory rzucilas na podloge! ja: nie pyskuj do mnie i tak dalej i tak dalej... no wiec jesli dzien caly tak wlasnie wyglada to ... ja wysiadam. i trafia mnie jesli czytam w gazetach teksty typu: "bunt dwulatka. pewnie myslisz ze bedzie trwal wiecznie? popatrz na usmiechniete twarze matek trzylatkow. one juz przez to przeszly". w morde. to moze autorka szanowna sie by zaprzyjaznila z moja Cora??? przeszly. ta. akurat. a tak w ogole to sie zastanawiam jeszcze nad jednym ewenementem... otoz zastanawiam sie wlasnie DLACZEGO Mniejszego srednio interesuja zabawki a strasznie za to go interesuja sprzety domowe??? rzuci kazda zabawke w kat jesli zobaczy otwarty dostep do szafek pod telewizorem tudziez samego telewizora, drzwi - zamykanie i otwieranie to najlepsza zabawa pod sloncem i co z tego ze paluchy byly przytrzasniete niezliczona ilosc razy... szuflady, drzwiczki, i tak dalej... garnki. walek do ciasta... spinki do wlosow... cokolwiek. byle nie zabawka... kobieta jednak powinna rodzic sie juz ze zwiekszona iloscia cierpliwosci, i za kazdy rok zycia powinno byc jej jeszcze tej cierpliwosci dodane...
Wieksza: no, you przestan!/nie, ty przestan!/
Wieksza: no, you podnies!
Wieksza: no, you nie pyskuj!
mnie sie trafily egzemplarze z bardzo wyksztalcona osobowoscia chyba. krnabrne i uparte. tak tak, celowo w liczbie mnogiej pisze, bo Mniejszy tez ma zadatki. jak sobie cos upatrzy i umysli to za skarby swiata sie mu uwagi nie odwroci czym innym...
sobie spedzilismy ten ostatni wieczor przed Wielkim Postem... wprawdzie dzieciaki jak na zlosc spac isc nie chcialy, Mniejszego usypialam przez ponad godzine, przechodzilam przez etap rozczulenia, zobojetnienia, zniecierpliwienia, wscieklosci, radykalizmu i licho wie czego jeszcze. w koncu zasnal - cos w okolicach godziny 21... Wieksza tez mniej wiecej w tym czasie... zeszlismy (ja + Moje Szczescie) na dol, zrobilismy sobie po drinku, przestawilismy dzieciecy stolik tak, zeby nam jako lawa sluzyl :o), MS wsypal chipsy do miski, ja otworzylam zestaw owockow suszonych w polewach, wlaczylismy NCIS i usiedlismy sobie... uwielbiam ogladac TV wtulona w ramiona MS... czesto zasypiam - bez wzgledu na to co ogladam, a MS potem mi opowiada co sie dzialo na ekranie :) ja po prostu uwielbiam to poczucie bezpieczenstwa jakie mi daja jego ramiona...
spedzilismy 3 godzinki razem... cudowne trzy godzinki, ktorych nie zamienilabym za zadne skarby swiata... bo tak naprawde to one byly moim Skarbem... :)
no ja ogolnie to tak bardzo rybna nie jestem. a juz sledzie smierdza mi w szczegolnosci i na odleglosc! wiec postuluje za zmiana nazwy ostatniego dnia karnawalu!!! :) a tak serio - mam nadzieje na cichy mily wieczor, ze slicznie SPIACYMI dziecmi, pasztecikami co kiedystam je zrobilam i zamrozilam, barszczykiem, lampka wina lub czegos... tak, tego mi teraz potrzeba jest. spokoju i zlapania oddechu. bo z Grzdylami o oddechu mowy nie ma, raczej zazipac sie mozna :) ostatnio sie wyluzowalam troche... ze zarastamy balaganem? ee tam. lepiej sie powyglupiac z Mniejszym, pospiewac piosenki z Wieksza. poogladac bajki z obydwoma. popatrzec jak rysuja... no. wczoraj tylko nie dalam rady... dwa pelne zlewy garow krzyczaly o pomste do nieba (gabka do mycia garow byla, plyn tez, nie laska sie same pomyc? phi!)... dzisiaj tez mam nadzieje zlapac najpierw oddech i zjesc lunch, obejrzec The Cosby Show, upiec jakies ciasto, moze byc najprostsze, salceson albocos, poszukam czegos na sodce, bo proszek mi wyszedl juz. ugotowac obiad, moze nawet jeszcze dodatkowo zupe dla Grzdyli na kiedys... ... i to ciekawe jest, bo jak jest chlapowata pogoda to czlowiek jest rozlazly, i czeka na mroz i snieg... a u mnie akurat za oknem sie topi i to w ekspresowym tempie i JEST CHLAPA, a ja wywietrzylam dom (gore, znaczy sie sypialnie) i jakos mi tak... energicznie :) ciekawe co bedize o 16 dzisiaj...