
zapisalismy Oliwke na baleto-tanco-cosik. znalezlismy szkole taka gdzie juz od dwulatkow zaczynaja. szukalismy czegos dla niej, gimnastyki albo czegos w tem temacie. no i znalezlismy takie. dla dwulatkow to raczej balet nie jest, ale takie ruchowe cosik z muzyka, troche zabawy, troche takiego wprowadzenia do tanca. naprawde jestem ciekawa jak sobie to moje Dziewczatko bedzie radzilo... ja naprawde nie mam zamiaru jej pchac w balet, nie jest to zadne jakies niespelnione marzenie czy cos, ja po prostu chce zeby cos bylo, tzn zeby poznawala nowe dzieci, gdzies wychodzila... tak ze 10 wrzesnia zaczynamy! HA!!!
a w sobote bylismy na wsi... radosci Oliwki nie bylo konca... i chyba nie musze wcale opisywac, dodam tylko ze tamze kicaly sobie kroliki, chodzily sobie kury i kogutki... :)))

dla takich sobie obrazkow warto zyc i przetrwac wszelkie kolki, placze, budzenie po kilka razy w nocy... ...przynajmniej dla mnie... 
bo przeciez nie mam czasu wrzucic zdjec gdzies na serwer coby zaszalec obrazkowo... karteczka od Cioci (a Mojej Kochanej Siostry). od tej samej Cioci szalowa spodniczka:)
a ksiazeczka (juz trzecia z serii o Misiu Ptysiu:) taka ciekawostka: do niedawna Oliwka na misia mowila "mi". pozniej doszlo "mis". a pozniej ni z tego ni z owego pojawil sie "a bear"! no i teraz zostal przewaznie... "a mis" hmmmm. czy te dwa jezyki aby jej zanadto w lebku nie namaca... ???) - od Cioci Gerappy i Gomeza! ha!!! od tej samej Cioci Oliwka dostala plecaczek i... :o)


(wcale nie leb mu scieli!!) ... bylo tak: i troszke prezentow:))) a TUTAJ mozna zobaczyc prezenty ktore dostala od Mamusi, Tatusia i Dominika:)))))
100 lat corcia... matko jak ten czas leci... dzisiaj Oliwka konczy dwa latka... no ja wiem, ze wyglada na minimum 3... :) moja mala-duza dziewczynka... przekorna, uparta, piszczalka. nie jest grzeczna posluszna dziewczynka - o nie. zadziorne spojrzenie spod burzy blond loczkow. nogi posiniaczone - wszedobylski charakterek:) wszedzie wlezie, wszedzie zajrzy:) ile sie nadenerwuje, ile sie naprosze... wszystko grochem o sciane... ale wystarczy ze podejdzie i obejmie mnie za kolano-wzglednie-cokolwiek-innego i wypali siarczystego buziaka... podejdzie z otwartymi ramionkami i powie: "hug!" (ang. przytul!)... wybaczam wszystko momentalnie. zapominam. rosnij duza, moja kochana coreczko... niech ci swieci slonko, niech ludzie cie nie krzywdza.. idz ufna i radosna... i obdzielaj swiat swoimi najslodszymi usmiechami...
alez ten czas leci... DOminik dzisiaj skonczyl 2 miesiace swego zycia... skonczyl je z waga 7200g! szok. Oliwka taka wage osiagnela gdzies w okolicach 5 miesiecy! no ale w koncu co chlop to chlop:) to moje chlopisko biedne zostalo kujniete 2 razy - po razie w kazdy udziec - i ma zal! do teraz ma zal:) marudny jest, choc nie goraczkuje. tzn chyba, bo kazali profilaktycznie co 4 godziny dawac dawke leku przeciwgoraczkowego, wiec dziabiemy. aczkolwiek co 5 godzin mi wyszlo. plasterki sie odkleily, kujniecia wygladaja calkiem przyzwoicie poki co. oby tak dalej. tzn moglby nie krzyczec az tak mocno przy kluciu, no ale. delikatne chlopisko, mimo swej wagi:))) z gazami raz na wozie raz pod wozem, ale jest duzo lepiej niz bylo. no i 2 razy sie zdarzylo DOminikowi przespac po 6 godzin jednym ciagiem!!! szok!!!
no bo sie zrobil nowy miesiac i jak zwykle notke mi wcielo:) a taka fajna byla!! :o) bylam u lekarza z Dominikiem, lekarz wysluchal wszystkiego (a mialam zapisane!!) i powiedzial ze po prostu jest to normalne. tzn ze tak bywa i trzeba jedynie przeczekac. ze sie DOminisiowy brzuszek musi po prostu przystosowac, musi dojrzec i wtedy wszystko bedzie ok. uwierzylam mu. sensownie mowil, ze nie ma co na jakies diety przechodzic, bo w ten sposob najlatwiej wychowac sobie malego alergika. ze to wszystko co obserwuje to nie jest nic strasznego. ze jestem zmeczona i jedyne co by mi przepisal gdyby mogl to nianie do dziecka na 2-3 godziny dziennie:) ech, no racje ma ten doktorek, facecik o inicjalach TYM :P tzn ja mu przyznaje racje bo co mam zrobic? skoro z PL plyna glosy kompletnie sprzeczne z tym, a ja niestety nie mam do dyspozycji ichnich lekarzy, tylko tutejszych. wiec czegos trzymac sie musze coby mnie w tutejszych Tworkach nie zamkneli... z drugiej strony - racja jest na pewno posrodku... w PL pewnie juz bym byla na ostrej diecie, coby wyeliminowac to wyimaginowane czesto cos co niby uczula. a prawda jest taka ze po usilnych poszukiwaniach, po 3 miesiacach walk niby znajduje sie winowajca - jakis produkt... a czy to wiadomo na pewno ze to ten produkt a nie samo przeszlo???i prosze mnie tu nie linczowac ze sie wysmiewam z systemu leczenia w PL - wcale sie nie wysmiewam tylko mowie ze tu jest inny! a ktory lepszy tego nie mam pojecia. DOminik spi juz troche lepiej, ciagle jeszcze fanaberyjnie i bez zadnego wzorca,ale nie mam zamiaru mu narzucac niczego - mimo ze zaklinaczka sie zaklina ze tak lepiej... moze dla dzieci ktorym nic nie dokucza to tak lepiej. ja przeciez nie przecze ze istnieja niemowleta ktore spia i jedza i rabia w pieluszki. moje zadno do takich nie nalezalo. DOminik towarzyski jest np i jak mu sie nie chce akurat spac, zyczy sobie widziec mame tate lub kogos, do kogo moglby sie slicznie usmiechnac i zagadac swoje aguuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!:)