jak serducho robilo pranie...

jako ze zakupilismy ("po okazji") spora stertke nowych ciuszkow dla obu Bombli, nalezalo zrobic niewielkom przepierkem tak? tak. wiec slicznie zaladowalam pralke, dorzucilam kilka Oliwczynych ciuszkow, kilka Dominikowych, nastawilam pralke na kolor, wlalam plyn, wszystko slicznie, rozwiesilam ladnie rowniutko coby prasowac nie trzeba bylo... w pewnym momencie slysze cos... jakby piorun? pytam Mojego Szczescia: 
"slyszales? to piorun byl czy cos w TV?"
"piorun" odpowiedzial.
"to moze pranie by trzeba sciagnac?"
"eeee, wierzysz ze bedzie padac?"
"no nie bardzo, ale ten piorun..."
"bo to raz byl piorun a potem guzik?"
"no fakt..."
dazylam sobie pomyslec ze to pranie i tak suche juz prawie, wiec wartaloby sciagnac tak czy inaczej, kiedy jak nie szurnie deszczo-ulewo-grad! lomatko! Moje Szczescie dziarsko wypadlo na taras i jeszcze szybciej wpadlo do domu i mowi, ze i tak bedzie mokre i tak, a on nie bedzie zapalenia pluc ryzykowal. przyznalam mu racje... tylko mi szkoda tego slicznie podeschnietego prania... ech...

serducho 29. czerwiec 2005 22:08:00

Komentarze (2)


wiesci z linii frontu :o)

mamusiu ja chce spac. taki mnie sie okrzyk z glebi serca wyrywa, i prosze mnie laskawie nie umoralniac, ze czego ty kobito chcesz, chcialas dwojki dzieci to zapomnij o spaniu i takie tam inne w te klocki. ja to wszystko wiem, i zdaje sobie sprawe i co tam kto chce jeszcze. co nie zmienia faktu ze po prostu chce mi sie spac. skoro w nocy srednia dlugosc sny to ok 4.5 godziny i to w conajmniej dwoch odcinkach, a w dzien moze drzemka godzinna lub poltorej, to uwazam ze ma pelne prawo mi sie chciec spac. i juz.

Dominik ssie. ssak znaczy z niego. :) wszystko gra. ssie mocno i efektywnie (a wcale nie dlugo... srednio mu wychodzi 10 minut. dluzej nie da rady - nie wezmie cyca do ust i juz.). ulewa. zwykle. po prawie kazdym posilku. sie mu nie odbija. chyba ze z cycem w gebie.

natomiast co do gazow - to moze to moja wyobraznia, ale wyglada na to ze jest ciut lepiej... baki puszcza glosne i porzadne:) kupy odrzutowe ciagle trwaja.

za to z zasypianiem ma problem. tzn nie ma problemu - zasypia przy cycu lub na rekach... natomiast polozony w koszyczku - natychmiast sie budzi. oj beda problemy...

serducho 27. czerwiec 2005 16:47:00

Komentarze (4)


11 dni...

...minelo:) DOminik rosnie, przybiera na wadze - a mnie kamien z serca spada pomalu i sie toczy gdziestam, w ciagu tygodnia przybral 460g, wazy teraz 4460g, kawal chlopa:)
slodko sie usmiecha przez sen, ja wiem ze on nie wie ze sie usmiecha, ze to jest jak "odruch bezwarunkowy" ale co z tego? jest slodki!!!
po siostrzyczce swojej "odziedziczyl" kupy odrzutowe - sadzi na kilka metrow jak sie akurat zagapie i nie przykryje pampersem. do tego dochodza fontanny w najmniej oczekiwanym momencie:) i mamy wesolo!!!
tylko mecza go gazy biedaczka. dzisiaj kupilam herbatke z kopru wloskiego, bede sie swinstwem katowac, moze mu pomoze? do tego dostalam od Moich Kochanych herbatke na przybranie pokarmu, ona tez ma jakis tam koper czy cos, to moze biedaczkowi ciutke choc ulzy...

serducho 20. czerwiec 2005 21:30:00

Komentarze (9)


czworeczka:)

w czwartek - 09.06.2005 - nagle i niespodziewanie (hihi) przybylo nas!!! mamy Dominika - 4080g (a mial byc mniejszy!), 53cm.
na razie jestem oszolomiona troche i trudno mi wszystko ogarnac, jak sie pozbieram i poukladam to sie odezwe:)

serducho 12. czerwiec 2005 00:56:00

Komentarze (14)


spacerek

jedyny czas na spacerek jak mi pozostal to najpozniej 10 rano. pozniej robi sie duchota, skwar i ciort wie co jeszcze. no i wybralysmy sie z Oliwka do pobliskiego sklepiku, pod pretekstem zakupu kartki na urodziny dla Chrzesnicy Mojego Szczescia. Ktora to wkrotce stanie sie nastolatka. pretekst do wyjscia musze miec, nie lubie bowiem isc gdzies bez celu. w planie mialam wziac wozek... jednak Oliwka nie dala mi pojsc do piwnicy, wiec mysle sobie - ryzyk-fizyk, idziemy pieszkom. i co? i surprise! i to taki wielki!!! jak stad do tamtad!!!:)) Oliwka slicznie szla, czesciowo trzymajac sie za raczke, czesciowo luzakiem, ale nie bylo mowy o uciekaniu - az do momentu powrotu na nasza uliczke - wtedy kilka razy jej sie zdarzylo, ale dala sie "nawrocic" na dobra droge:) oczy mi z orbit wyszly i tyle. Oliwka zafasowala lizaka w jednym ze sklepikow, mimo ze jeszcze takich rzeczy nie je - slicznie trzymala w lapce cala droge powrotna, i pokazywala calemu swiatu co to ona dostala!

pod samym domem - zainteresowaly ja drzwi garazowe, ktore sie (swinowate) nie chcialy otworzyc! poszlo wiec Dziewcze po rozum do glowy i sprobowalo otworzyc... wytrychem! uzywajac patyczka od lizaka! ha!!! na sposoby sa sposoby!!!!!

p.s. a drzwi sie nie otworzyly! wredne no!!!

serducho 08. czerwiec 2005 17:07:00

Komentarze (4)


:o)

po wizycie u gina - wsio w porzadku... Brzuchol rosnie aczkolwiek jest mniejszy niz Oliwkowy w tym samym tygodniu, co napawa mnie optymizmem ze moze jednak Bobas mniejszy jest!!!

upaly koszmarne, nie ma czym oddychac, nie ma jak cokolwiek zrobic, w zasadzie chodze i sie poce. siedze i sie poce... puchna mi nogi. a gdy tylko chce je zadrzec do gory i tak sobie posiedziec - Maluch z upodobaniem wali lbem w moje kosci jak-je-tam-zwal. ech... kolejna nieprzespana nocka przede mna???

serducho 08. czerwiec 2005 06:58:00

Komentarze (4)


aktualnosci...

no i Moje Szczescie wzial dzien wolny. kochany jest. przeciez moglby tak naprawde wysmiac moje strachy i powiedziec ze ze mnie jest gluptas ze sie robie zabobonna itepe. moglby. i mialby racje tak naprawde. ale zamiast tego pogadal z nibyszefem i wzial dzien wolny. czy ja mowilam jak bardzo GO (Szczescie, nie nibyszefa!) kocham???!!!
tak wiec "jadymy" (jak mawial moj s.p. dziadek) jutro do doktorka. posluchamy serduszka (Brzuchola), zmierzymy cisnienie (moje), zmierzymy Brzuchola czy mu sie uroslo w ogole (ostatnio bylo 35cm), sprawdzimy czy dalej jest porzadnie glowka w dol, itepe itede...

***

Oliwce sie poszerza slownik:) juz nie daje rady spisywac wszystkiego,  bo  zaskakuje nas prawie codziennie nowym slowem. wprawdzie jeszcze ciagle sa to pojedyncze slowa, ale napawa optymizmem:))

ostatnie "nabytki" to m.in.:
* sioj! => stoj
* siabaj => siadaj
* oc! (c z kreskom, niestety nie mam polskich czcionek) => choc
* balobi lub baloni => balonik
* pic lub popi => pic lub popic, co oznacza to samo :o)
* bou => ball, pilka znaczy sie
* am

ha!!!!

serducho 07. czerwiec 2005 03:49:00

Komentarze (4)


no i niech bedzie ze jestem przesadna!

prosze Moje Szczescie zeby na jutro wzial wolny dzien. caly... powod? wizyta u Gina. oraz... fakt ze dokladnie w tej fazie ciazy z Oliwka dzialo sie co sie dzialo, najadlam sie najwiekszego strachu w swoim zyciu, panika osiagnela epogeum, czulam sie potwornie samotna, opuszczona... wyladowalam w szpitalu ... pocieszalam sie tylko tym ze czulam ruchy dziecka... po podlaczeniu do sprzetu okazalo sie ze wsio ok. badania krwi - wsio ok. USG - wsio ok... mimo wszystko wywolano mi porod po kilku dniach. i bardzo dobrze... dzieki temu Oliwka jest z nami... okazalo sie bowiem ze maciupenki kawalek lozyska sobie sie odkleil...

i ja wiem przeciez ze to nie bedzie tak za tym razem. wiem przeciez ze jesli nawet mam wieksze szanse na powtorke z rozrywki, to ten wzrost jest o jakies 20-30 % tylko. mimo wszystko - syndrom powtorki siedzi we lbie i nie da sie ruszyc!!! ech!!!!

a weselej mozna poczytac TUTAJ

serducho 06. czerwiec 2005 14:38:00

Komentarze (3)


uroczyscie oswiadczam...

ze z dniem dzisiejszym mamy doczynienia z tzw ciaza donoszona. skonczone 38 tygodni i jakby Brzucholowi zamarzyla sie nagle wyprowadzka to ma do tego pelne prawo... ja tylko ciagle i uparcie prosze i tlumacze - niech zaczyna te wyprowadzke wtedy kiedy Moje Szczescie i Szanowny Ojczulek Brzucholowy JEST W DOMU.

wprawdzie rozmaite scenariusze sa przygotowane, a jakze, zawsze jednak zostaje taka ewentualnosc ze Sasiadka (acz Bardzo Mila i uczynna):
a). pojedzie odebrac corke ze szkoly;
b). pojdzie kupic sol;
c). pojedzie na jakies wieksze zakupy;
d). z roznych wzgledow wybedzie z domu...

i ja sie pytam lagodnie - CO WTEDY???

ano wtedy jadymy rodzic... z Oliwka! :P

serducho 04. czerwiec 2005 14:11:00

Komentarze (3)


sobie pomarudze!

a co! w koncu jestem w ciazy czy nie??? i marudzenia duzo tym razem nie bylo - jak mi kto nie wierzy, niech sobie poczyta archiwum!

otoz zostalo mi do teoretycznego terminu jakies 15 dni... i ze zdziwieniem stwierdzam ze w zasadzie dopiero od jakich 2 tygodni zaczyna mi byc ciezko. jak sie pogoda "poprawila" czyli gdy sie zrobilo goraco.

1. jest mi generalnie ZA goraco, i nie podoba mi sie to. wcale w ogole.
2. Brzuchol ksiazek nie czyta i sie rozpycha na calego, kopie, pcha, wypina tylek i inne takie ciekawostki wyczynia. az sie zaczynam bac, coby nie zmienil czasem slicznego polozenia glowka w dol!
3. puchna mi nogi. zwlaszcza lewa... ciekawe - ciekawe...
4. Oliwka ciagle sie domaga "up" czyli coby ja brac na raczki...  a moje raczki... ech... wybrakowane troche, bo nie daje rady. ciagle ja podnosze gdy np musze ja zniesc po schodach (wchodzenie z asekuracja ma opanowane), ale staram sie jak najmniej...
5. rozstepy!!! matko jedyna, ponoc brzuch rozmiarowo mniejszy niz z Oliwka, a rozstepow tyle ze jojojoj. joj. dobrze ze i tak stroju jednoczesciowego zawsze uzywam do pobytow (rzadkich) na jakichkolwiek plazach...
6. zaczyna mnie dopadac syndrom powtorki z rozrywki... a wolalabym jednak normalnie udac sie do szpitala wtedy gdy trzeba - gdy odejda wody lub skurcze zaczna byc regularne...
7. no i niech sie to wszystko zacznie wtedy kiedy Moje Szczescie bedzie w domu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

serducho 03. czerwiec 2005 15:49:00

Komentarze (6)