
Wigilia byla cudna. prawie zdazylam - hihihi:) usiedlismy do wieczerzy ok 19. Oliwka skubnela wszytkiego, posmakowala jej ryba po grecku:) no nam tez. wymietlismy wszystko z talerzy... uszka wlasnej roboty smakowaly nieziemsko z... barszczem z torebki:) pierogi z kapusta i grzybami... rybka w dwoch postaciach - z piekarnika i po grecku - udaly sie tez znakomicie:) kutia - miodzio. i to doslownie, bo w tym roku wcale cukru nie uzywalam:) do tego chleb - i prosze, 7 potraw jak w morde strzelil:) pierwszy dzien swiat pomine milczeniem. mial byc rodzinny... a zawsze w rodzinie znajdzie sie zatruwacz atmosfery... nocleg miedzy pierwszym a drugim dniem swiat do udanych wcale zaliczyc nie moge - Oliwka wcale nie chciala spac (spalismy u tescia) - plakala, dopiero nad ranem wzielam ja do lozka, Moje Szczescie sie przeprowadzilo do innego pokoju, i 3 godzinki snu... drugi dzien swiat - ktorego tutaj praktycznie nie ma. teoretycznie tez go nie ma. bardzo milo spedzony jednakze, z rodzinka. Oliwka zrobila nam cudny prezent na Boze Narodzenie i... zaczela chodzic. nie moge powiedziec by to byly pierwsze kroki - bo te juz zrobila na poczatku grudnia, ale wtedy to bylo takie 3 kroczki od kanapy do krzesla. a teraz sobie na dobre spaceruje wszedzie! a co!!!:)))
Oliwka troszke juz zmeczona otwierala prezenty - pobawila sie chwilenke i poszla spac.
"nie bylo miejsca dla Ciebie, w Betlejem w zadnej gospodzie..." mowia ze nie bylo mrozu bo nie ten klimat. i ze wszystko bylo inaczej niz nam sie wydaje. "...a dzisiaj czemu wsrod ludzi tyle lez, jekow, katuszy? Wspanialych Swiat! niech beda prawdziwe. niech brak "atmosfery", swiatelka, bombki, prezenty (albo ich brak) nie stanie na przeszkodzie bys odkryl jedyny sens tych Dni. Jezus przyszedl na ziemie.
a przeciez zamrozone musialy byc serca tych, do ktorych drzwi pukal Jozef... przeciez widzieli ciezarna kobiete... po prostu nie chcieli klopotu w swoim domu. takie narodziny to przeciez tylko klopot... wiec zatrzasneli drzwi... tak najlatwiej. przeciez nie moge na siebie brac tej odpowiedzialnosci... przeciez... tak. uspokoic sumienie, zagluszyc, niech nie krzyczy... albo inaczej - czemu ja? przeciez tyle jest rodzin, tyle domow... ten spod siodemki jest bogatszy, ma wieksze mieszkanie...
"...i narodziles sie Jezu, w stajni w ubostwie i chlodzie..."
juz dluzej isc nie moga... Malenki Jezus zaraz przyjdzie na swiat...
nagle ujrzeli schronienie...
czy to byla szopka czy to byla stodola... niewazne... mialo dach...
bylo zimno... a moze wlasnie byl upal...
czy przyszly zwierzatka i ogrzewaly Dziecie, czy szukali chlodu wlasnie po spiekocie dnia...
czy to jest najwazniejsze???
"...nie bylo miejsca - choc szedles, jako Zbawiciel na ziemie,
by wyrwac z czarta niewoli, nieszczesne Adama plemie..."
wiec nie mow ze twoje serce takie nieposprzatane. ze nie jestes gotow. ze moze nastepnym razem. albo ze wolalbys zeby uprzedzil telefonicznie...
On przyszedl na swiat posrod zwierzatek. nie pogardzil takim miejscem.
tylko nasluchuj... rozpoznasz to delikatne puk-puk...
wtedy - nie zwlekaj ani sekundy! otworz! i nie boj sie - On tam sobie znajdzie kacik...
stanie sie cud... poczujesz jak ci cieplutko. bo ON jest z Toba...
i nawet jesli nie zdazysz z jednym ciastem. nawet jesli bedzie tylko 3 zamiast 7 czy 12 potraw... jesli bedzie tylko barszcz. nawet jesli zamiast "zywej" choinki bedzie sztuczna, nawet jesli bedzie to tylko jedna galazka. nawet jesli nie ciesza cie te wszystkie swiecidelka, nawet jesli "nie czjesz klimatu", czy wrecz nie obchodza cie te swieta. nie mow ze kiedys sie cieszyles bardziej, ze czekales z utesknieniem na pierwsza Gwiazde... ze brakuje ci zapachu piernikow, czy prawdziwej choinki.
dla Niego najwazniejsze ze jestes. bo On przychodzi na swiat bez wzgledu na to czy krecisz nosem czy nie. dla Niego najwazniejsze bys otworzyl serce. pozwolil na to Boze Narodzenie - wlasnie tam, w ciszy twego serca...
bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej czlowieczej duszy..."
tamte byly probne i jako ze ladnie wyszly stwierdzilam ze zrobie z dekoracja o: czyz nie sa sliczne:))))) a z osiagniec Oliwkowych - do "baj" dolaczylo "haj", "halo" i "bejbi" :)))

wczoraj wieczorem, kiedy Oliwka juz sobie slodko spala,a Moje Szczescie porzadkowalo swoje zbiory, znalazlam i przepisalam do zeszytu przepis na pierniczki. (szukalam i szukalam jakiegos prostego i w miare szybkiego przepisu, i co? okazalo sie ze Moja Kochana Mama znowu byla niezawodna!! HA!) i stwierdzilam ze w zasadzie to wyprobuje... zeszlam wiec na dol, wlaczylam radio - akurat grali Bozonarodzeniowe piosenki, zrobilo mi sie tak nastrojowo... zagniotlam ciasto, i zaczelam wykrawac pierniczki... w myslach sobie marzylam jak to za 3-4 lata wezme Oliwke ze soba do kuchni, i bedziemy razem piec pierniczki... ona wtedy bedzie lepic wlasne ludki, a ja wykrawac foremkami... i tak to milo mi czas lecial, wykrawalam pierniczki, wykrawalam... po domu zaczal sie unosic cudowny piernikowy zapach... z pierwszego rzutu jeden pierniczek zanioslam Mojemu Szczesciu - dla sprobowania i oceny... posmakowalo mu:) i dalej sobie wykrawalam, i... taki oto byl efekt koncowy...

sie czuje. bylysmy dzisiaj z Oliwka na spacerku nieduzym, sloneczko slicznie swiecilo. wyjelam Oliwke z wozka i trzymajac za raczke poprowadzalam troche po sniegu. mruzyla oczka - slonko i snieg to taka jakas ciekawa kombinacja ze razi. potem zablokowalam kola wozka i Oliwka stala sobie trzymajac sie. po czym wykonala nagly sklon w przod i zaczela gmerac reka odziana w nie-za-gruba rekawiczke w sniegu... (rekawiczki posiada bardzo ciekawe- kremowo rozowe i na wierzchu maja przyklejona(?!) laleczke:P dosc slodko to wyglada.rekawiczki przyszly poczta od Moich Kochanych. Moja Kochana Mama potem dorobila czape i szal w takich wlasnie kremowo rozowych kolorkach) grzebala z takim zapalem ze omal nie przewrocila wozka na siebie. jak juz zmarzlam i stwierdzilam ze jeszcze troche a rekawiczka Oliwki przemoknie na amen, wsadzilam dziecie moje do wozka i pojechalysmy dalej. hmmm. daleko nie zajechalysmy, bowiem mroz (odczuwalne -12C) dawal sie nam we znaki a jeansy maja taka ciekawa ceche ze na mrozie sztywnieja i robia sie takie "milutkie", jakby z blachy byly zrobione a nie z materialu... zrobilysmy wiec - no moze nie w tyl zwrot, ale wybralam trase ktora mnie sie krotsza wydala. ha! akurat. nie wiem czy kiedykolwiek tamtedy szlam. po przejsciu przez "przesmyk" - okazalo sie ze uliczka z tej strony akurat slepa jest. wiec musialysmy obejsc. narzucilam "szerszy krok od czola" jak to mawiali Moi Kochani, i zziajana i zdyszana otworzylam drzwi domu. lekutko buchnelo ciepelko i poczulam jak to przyjemnie wrocic do domu:)))) po godzince czy poltorej Oliwka zasnela sobie blogo, a ja ambitnie wzielam sie za porzadki... w efekcie kuchnia jest powiedzmy jako-tako... gore sobie chyba generalnie podaruje... chyba ze mnie zadna pani domu, bo akurat generalne porzadki mnie jakos wcale nie pociagaja... a po umyciu podlogi w kuchni, tudziez pomyciu garow, wymyciu Oliwkowych butelek i smoczkow, ogolnym ogarnieciu blatu kuchennego, pomyciu wszystkiego w jednej-otwartej-szafce, posprzataniu okolic smietnika, zgarnieciu roznosci spod mikrofalowki do kartonu (ostatnio Oliwka tam sie lubi "bawic" - czytaj: staje tam i wyciaga co jej w reke wpadnie) - i tym samym uczynieniu tejze polki "dzieckoodpornej", przyczepieniu kartek swiatecznych (ktore juz doszly) do sznurka pod polka scienna... i zarzuceniu rybki do piekarnika i nastawieniu ryzu - poczulam sie zmeczona.... hmmm...
przytrzasnelam Oliwce paluszki :o( drzwiami od szafki... jejku jak sie okropnie czuje:( po prostu nie zauwazylam ze wepchnela i... gotowe. jak straszliwie plakalo to moje serduszko, a ja razem z nia prawie. przytulalam, przytulalam, przytulalam... sie uspokoila. sprawdzilam od razu czy moze ruszac. ufff. po chwili zaczela sie bawic jakby nigdy nic. jeszcze wieksze ufffffff. ale poczucie winy pozostalo. jak moglam... a tutaj weselsza notka...
i to nawet bardzo. na lbie posiadam wlosy dlugosci w porywach do 2.5cm. u fryzjera bylam znaczysie. no! bo jak juz isc to nie podciac wlosy dla zdrowotnosci tylko, bo to nie ma sensu kasy tracic. sie zastanawiam kiedy gostek zacznie kosic mi wlosy kosiarka, hihihihi:)))
1. zaczynam bardzo powaznie podejrzewac moja corenke ze potrafi duzo duzo wiecej niz sie do tego przyznaje. 2. pomalenku ale w przod - rozplywamy sie z Moim Szczesciem w momencie gdy Oliwka idzie spac. (lub gdy ktokolwiek otworzy lub zamknie drzwi wejsciowe, itepe). slicznie macha lapka, i mowi "baaaaaj" przeciagajac to aaaaa tak slodziutko, ze po prostu rece opadaja!!!! 3. lazikowanie sie utrwala. aczkolwiek rownoczesnie utrwalil sie sposob poruszania "pupowy" tudziez "na pupie" - niestety, jak cos jest za daleko, Oliwka opracowala system siadania tak by sobie szanownej pupy nie obtluc za mocno - wyglada to rpzekomicznie, bo sie przymierza do tego siadania kilka razy, a to z przysiadu, a to zjezdzajac po przedmiocie akurat trzymanym (czytaj - kanapa), a to podpierajac sie raczkami. 4. wczoraj(??? lub w nocy? ) przebil sie zabek numer 9! podejrzewam dolna prawa 4! ale pewna nie jestem bo Oliwka sie oczywiscie obejrzec nie daje:P No!
a. ksztaltow sortowac jej sie nie chce (komu by sie chcialo - zeby gwiazdke do gwiazdki, kwadracik do kwadracika... gupie to takie ejszcze na dodatek nie kce trojkat wejsc w gniazdko kolka!!!), mimo ze sa kolorkami oznaczone - zolty otworek w ksztalcie gwiazdki i zolta gwiazdka na ten przyklad. ale z uporem maniaka wybiera ze stosu roznokolorowych klockow tylko dwa: zolty i czerwony. do tego stopnia ze poszla z nimi sie kapac... po kapieli udalo sie nam jej zabrac te klocki, po czym Oliwka jak tylko znalazla sposobnosc - wydlubala kolejne dwa klocki. jakiego koloru - kto zgadnie???przypadek???
b. pytana gdzie jest nos, gdzie jest oko - usmiecha sie tylko slodziutko lub stroi szelmowskie miny i udaje ze oglada TV lub akurat bardzo wazna ksiazke!!! a co do oka to w momencie kiedy sie akurat juz poddaje - Oliweczka patrzac w inna strone bezblednie trafia mi w oko! przypadek???
c. na szlaczku dookola pokoiku ma Kubusia Puchatka, Prosiaczka, i inne takie, zapytana znienacka gdzie Misio, gdzie Prosiaczek i gdzie motylek - pokaze bezblednie. ale niech no tylko sprobuje chciec by powtorzyla!!! przypadek???
d. i tak dalej.
i stanowczo w takie przypadki to ja nie wierze!!!
ucieszylam sie no! tak ladnie, bialutko i w ogole. a dzis??? kupa mowiac lagodnie. wichura, leje jak durne. i po co mi bylo tego Mikolaja chwalic???? wrrrrr! a z weselszych spraw - Oliwka czyni postepy. wczoraj w sklepie sie wypuscila ni z tego ni z owego (czekalismy bo Moje Szczescie zalatwialo sprawy z okularami w takim sklepie - w zasadzie to salonie z okularami, przestrzeni tam strasznie duuuuuuzo!) - i tak sobie szla i szla i szla! a oglupiala Mama za nia - nie wierzac wlasnym oczom. Tatuskowi szczena opadla na ziemie i odbila sie ze 4 razy.... az zapomnial o co sie kobitka od okularow pytala - musiala mu powtorzyc. nie liczylam, ale na bank z 10-15 kroczkow!!!!!
:o)